Zarządzanie

Remedium na niedobór kierowców

5 września 2019
Dostępność kierowców zza wschodniej granicy powinna cieszyć rodzime firmy w branży TSL, które zmagają się z poważnymi deficytami kadr. W najbliższym czasie liczba nieobsadzonych stanowisk może bowiem sięgnąć nawet 200 tys.

Okazuje się, że napływ obcokrajowców nie musi rozwiązać problemów kadrowych. Na przeszkodzie staje nie tylko otwarcie niemieckiego rynku pracy, ale również brak gotowości administracji publicznej do obsługi wniosków składanych przez cudzoziemców.

Firmy w polskiej branży transportowej przyznają, że czasy, w których przychodzi im funkcjonować nie należą do najłatwiejszych. Zarówno w Polsce, jak i w innych krajach Unii nie ustają dyskusje na temat ostatecznego kształtu Pakietu Mobilności. Najbardziej prawdopodobny scenariusz zakłada, że pierwsze czytanie w Radzie nastąpi jeszcze w br. Odpowiedź Komisji Europejskiej na ostatnie głosowanie europarlamentu daje wprawdzie przewoźnikom wielkie nadzieje, ale rynek musi zmierzyć się z tym, że braki kadrowe będą się pogłębiać.

Pracownik potrzebny od zaraz

Popyt na ręce do pracy nieustannie rośnie i firmy szukają ratunku wśród emigrantów zarobkowych zza wschodniej granicy. Jak podaje NIK, w latach 2014-2018 do wszystkich urzędów wojewódzkich wpłynęło ponad 910 tys. wniosków o zezwolenie o pracę, z czego w 2014 r. było ich tylko 47 tys., a w 2018 – aż 367 tys. W I półroczu 2019 r. liczba oświadczeń o powierzeniu pracy obcokrajowym wzrosła do niemal 850 tys.! To m.in. za sprawą dwucyfrowego wzrostu zapotrzebowania w przemyśle czy branży TSL. Niestety wiele wskazuje na to, że zagraniczni kierowcy nie rozwiążą problemu deficytów kadrowych w polskim transporcie, m.in. ze względu na konkurencyjną ofertę Niemiec. Ostrożne szacunki mówią o tym, że z naszego kraju może wyjechać nawet pół mln pracowników ze Wschodu, co miałoby destrukcyjny wpływ na PKB, który mógłby spaść nawet o ok. 1,5 proc. wg Kamila Wolańskiego, eksperta Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców.

Znaczenie lokalizacji

Polscy przewoźnicy – szczególnie z sektora MŚP – nie mogą konkurować zarobkami z zachodnim sąsiadem. Przewaga, jaką mamy nad Niemcami, to korzystne położenie naszego kraju. Mieszkaniec Ukrainy potrzebuje od kilku do kilkunastu godz., aby wrócić do swojego kraju. W przypadku pracy w Niemczech czas ten wydłuża się nawet do doby. Patrząc jednak z perspektywy Czech i Słowacji, które również zaczynają konkurować o wschodniego pracownika, nie jest to targa przetargowa dla Polski. – W naszym przypadku na korzyść działa ponadto podobieństwo języka. Ukraińcowi znacznie łatwiej porozumieć się z Polakami niż Niemcami – nadmienia Kamil Wolański.

Przewaga dzięki administracji publicznej

Istnieje jeszcze jeden obszar konkurencji z zagranicznym rynkiem pracy, który może zahamować odpływ cudzoziemców z naszego kraju. Póki co, jak wskazuje, najnowsze badanie NIK, stanowi prawdziwą piętę Achillesową dla Polski. Mowa o administracji publicznej, która nie radzi sobie z lawinowo rosnącą liczbą cudzoziemców przyjeżdżających do pracy. Kontrola NIK wykazała, że w ciągu ostatnich 4 lat czas legalizacji pobytu wydłużył się niemal 3-krotnie: z 64 do 206 dni, a w skrajnych przypadkach trwał nawet 3 lata. Jeżeli dodamy do tego brak sprawnej i rzetelnej obsługi, a także brak strategicznego dokumentu określającego politykę państwa w zakresie kształtowania migracji, to nie dziwi fakt, że frustracja i niechęć do ubiegania się o pracę w naszym kraju systematycznie rośnie.

Czekając na zmiany

Krótki czas legalizacji pobytu, sprawna i rzetelna obsługa pracowników ze Wschodu może okazać się dla rynku pracy kluczowa w pozyskiwaniu i zatrzymywaniu kandydatów. Szczególnie dla branży TSL, w której często wymaga się dodatkowych kursów lub certyfikatów w zawodzie kierowcy. – System kształcenia pracowników ze Wschodu nie przewiduje szkoleń specjalistycznych, w praktyce to polscy kierowcy uczą swoich ukraińskich kolegów zasad jazdy. Od 1 marca 2018 r. GITD wymaga dołączenia do wniosku o wydanie świadectwa kierowcy kopii dokumentu potwierdzającego kwalifikacje zawodowe. To oznacza, że szkolenie wstępne lub okresowe powinno odbyć się w Polsce. Każde takie działanie wiąże się z czasem, a zarówno jednej, jak i drugiej stronie zależy na jak najszybszym załatwieniu wszelkich formalności – podkreśla Kamil Wolański.

Odpowiednia obsługa ma znaczenie

Zachodni sąsiad wprawdzie będzie wymagał odpowiednich kwalifikacji, podstaw językowych i certyfikatów zawodowych, ale już wiele firm zabiega o uproszczenie zasad i zliberalizowanie obecnego projektu. Dlatego i Polska powinna podjąć kroki w kwestii uporządkowania działań w strukturach administracyjnych. Tymczasem wciąż nie ma stosownego dokumentu, który określałby politykę względem kształtowania migracji, a poprzednio obowiązujące pisma są już nieadekwatne do obecnej sytuacji.

Problemem pozostaje też tzw. uwiązanie do pracodawcy. W przypadku zwolnienia obcokrajowiec ma tylko 30 dni na złożenie kolejnego wniosku o wydanie zezwolenia na pracę, które przyznaje się na podstawie umowy z nową firmy. To zdecydowanie zbyt krótki czas na znalezienie zatrudnienia i dopełnienie formalności.

Ostatnie analizy PwC wskazują, że na polskim rynku jest obecnie ok. 650 tys. aktywnych zawodowo kierowców. Co roku ubywa ich ok. 25 tys., natomiast tych, którzy zyskują kwalifikację jest ok. 35 tys. To jednak nie pozwala na uzupełnienie deficytów kadrowych. Braki na rynku pracy wynoszą już 100 tys. wakatów dla kierowców, a w perspektywie kolejnych lat może to być nawet 200 tys.

Źródło: OCRK