Prawo

Ukrócić proceder podkradania spedytorów wraz z bazą klientów, czyli …
„Zatrudnię spedytora z bazą …”

19 listopada 2020

Założę się, że przynajmniej kilka z poniższych przykładów brzmi dla Państwa znajomo: „Mogę zrekrutować dla Państwa cały zespół spedytorów z teamliderem i klientami – generują 100 tys. marży….”. „Zatrudnimy spedytorów, wymagania: własna baza klientów…”. „Zapłacimy panu 30 proc. od wygenerowanej marży. Jaką bazą klientów pan dysponuje? Ma Pan jakieś excele? 35 proc.?…”. „Zakaz konkurencji nie stanowi problemu – zapłacimy pani odszkodowanie. A poza tym ukryjemy panią na giełdach pod innym nazwiskiem…”. „Przeniesienie klientów to normlana sprawa, przecież są dostępni na giełdach. Nie można komuś zakazać kontaktowania się z publicznie dostępnymi klientami na giełdzie…”. „Załatwisz sobie ofertę od tego klienta z giełdy i będziesz miał podkładkę, że sam się odezwał…”. „Jak wystawiasz ładunki to zmieniaj kody pocztowe, żeby nie zauważyli …”

Czy to ta słynna „nowa normalność”?;  Arogancja nieudolnych kupców z kategorii „nie potrafię zbudować, to ukradnę”?; Czy przyjęty w polskiej rzeczywistości gospodarczej (lekki) obyczaj migracji zarobkowej spedytorów pt.: „kto da więcej za MOICH klientów”?

Jedno jest pewne – w normalnej sytuacji, takie działanie powinno być przedmiotem zwyczajowej transakcji zakupu przedsiębiorstwa lub jego części. Czyli (w uproszczeniu) wartość przedsiębiorstwa można wycenić metodą mnożnikową, np. EBITDA pomnożona przez wskaźnik dla porównywalnych transakcji. Tymczasem transakcje te odbywają się niczym handel „żywym towarem”.

Dla porównania przykład ze Stanów Zjednoczonych – najbardziej rozwiniętej gospodarki światowej: „Były pracownik Google ma oddać firmie 179 mln USD” – za kradzież i wykorzystanie tajemnic firmowych. Amerykańska fantazja, czy policzalna, utracona wartość ekonomiczna?

 

Budowanie zaufania

W każdej branży występuje rotacja pracowników i migracja pomiędzy firmami konkurencyjnymi. Jest to zjawisko absolutnie naturalne, wręcz ożywcze i rozwojowe. Jednak nie można uznać za naturalne przenoszenie zorganizowanego biznesu pomiędzy konkurującymi przedsiębiorstwami bez żadnych ustalonych zasad. Zorganizowany biznes (w tym kontekście) rozumiem, jako pracownika lub grupę pracowników, którzy dysponują bazą i relacjami z klientami, dostawcami, wiedzą nt. panujących praktyk w danej organizacji, również tych nieformalnych, jak sposób obsługi klienta, czy cen. I których przejście do konkurencyjnej firmy wiąże się przynajmniej z częściowym przeniesieniem przychodów.

W branży transportowej, istotne znaczenie mają relacje. Coraz częściej regularność realizacji zleceń nie jest oparta o kontrakt, a na luźnej deklaracji klienta, i współpraca odbywa się tak długo, dopóki jest … „OK”. Identycznie wygląda to na tzw. rynku spotowym, który zaczyna stanowić coraz większy udział w strukturze przewozów.

Jednak wszyscy wiedzą, że wypracowanie tych relacji to proces mozolny i długotrwały. Wiążący się głównie:

  • z regularnym kontaktem z klientem i przekonywaniem go do współpracy jakością świadczonej usługi, czasami przez kilka miesięcy a nawet lat;
  • z realizowaniem pierwszych (kilku – kilkudziesięciu) zleceń po minimalnych lub czasem ujemnych marżach;
  • skutecznym realizowaniem zleceń, tj. sprawnie i terminowo – co skutkuje budowaniem zaufania.

Na rynku transportowym zaufanie odgrywa szczególną rolę, bo klient powierza nam towar o wartości nawet kilkuset tysięcy euro lub/i powierza nam terminowość dostawy wprost na linię produkcyjną, której godzinny przestój może kosztować kilkaset tysięcy euro (np. na rynku automotive). Często nasz klient organizując transport, powierza nam swoją wiarygodność i rzetelność w oczach jego klienta. A wszelkie nasze uchybienia mogą skutkować stratą jego klienta. W efekcie zbudowania tego zaufania często (później) współpraca ogranicza się do wymiany kilku zdań:

  • Cześć, możesz podstawić jutro auto w Monachium?
  • Tak, cena jak zawsze??
  • Tak, zaraz wyślę zlecenie.

 

Spedytor na celowniku konkurencji

I to wszystko bardzo często firmuje tylko spedytor. W większości firm spedytor pozyskuje klientów. Spedytor składa oferty. Spedytor szuka auta do przewozu. Spedytor nadzoruje przewóz i informuje klienta o statusie, spedytor rozwiązuje wszelkie problemy. W skrócie: spedytor przekazuje klientowi „to ja jestem twoim gwarantem sukcesu”. Działa to na zasadzie małych „firm w firmie”, czyli spedytorów, w środowisku formalnego przedsiębiorstwa, które przyjmie zlecenie, wystawi zlecenie, wystawi fakturę, wyegzekwuje należność itd. A przedsiębiorstwo to dzieli się ze spedytorem wynagrodzeniem oraz prowizją od transakcji – marży.

Jednak występują także bardziej zaawansowane struktury. Występują firmy, w których na spedytora przypada kilka osób z innych działów. Proces pozyskania i obsługi klienta jest podzielony. Np. pozyskanie nowego klienta to współpraca działu marketingu, sprzedaży i spedytora. Kontraktowanie przewoźnika odbywa się po stronie dedykowanego działu. Ktoś inny zajmuje się nadzorowaniem samego procesu przewozu. Ponadto jest księgowość, administracja, dział prawny itd. W każdym razie – powodzenie pozyskania i skutecznej obsługi klienta tj. realizacji zleceń, to synchroniczna współpraca wszystkich działów/osób w zorganizowany (procesowo) sposób, który finalnie skutkuje satysfakcją klienta, umacnianiem zaufania i ponowną szansą udzielenia kolejnych zleceń. A firmuje to przed klientem często tylko spedytor.

Ten spedytor staje się bardzo atrakcyjnym celem dla klasycznego „kupca”, który nie radzi sobie z zaprojektowaniem tych wszystkich działań. Wpada więc na pomysł – podkupimy spedytora, a wraz z nim klientów i złożoną im gwarancję sukcesu z poprzedniej firmy. Spedytor przechodzi do nowej firmy i dzwoni do klientów: „Cześć, od dzisiaj pracuję tutaj. Przesyłaj zlecenia tutaj, masz taki sam serwis jak w poprzednim miejscu. Nawet zrobię ci niższe ceny, bo ta firma nie wymaga aż takich marż.”.

 

Sposoby ominięcia zakazu konkurencji

Załóżmy jednak, że przewidzieliście Państwo taką ewentualność i podpisaliście ze spedytorem umowę zakazu konkurencji i umowę o poufności wraz z zastrzeżonymi karami umownymi. Pomyśleliście sobie więc, że nie może przecież przenosić klientów, bo go obowiązuje umowa. W ogóle nie może iść do konkurencji, bo ma zakaz!

I w tym miejscu zaczyna się „słowiańska przedsiębiorczość”:

  1. Spedytor przechodzi na współpracę nieformalną. Czyli pracuje na zasadzie „dżentelmeńskiej” umowy ze swoim nowym „pracodawcą-kupcem”. Brak śladu o nowym zatrudnieniu w ZUS.
  2. Spedytor zatrudnia się u znajomego lub rodziny na wszelki wypadek i przesyła zaświadczenie z nowego miejsca pracy. Przebranżowił się!
  3. Spedytor wymyśla nową tożsamość na giełdach transportowych. Posługuje się personaliami np. osoby będącej obcokrajowcem. Im bardziej egzotyczne nazwisko – tym lepiej.
  4. Spedytor pracuje z domu. Nie jeździ nigdzie do biura
  5. Spedytor prosi swoich DOBRYCH klientów, żeby mu wystawili ładunki na giełdach, na wszelki wypadek ma podkładkę, że reagował na ofertę z giełdy, do czego przecież ma prawo. Brak podstawy, że naruszył umowę o poufności w związku z wykorzystaniem bazy klientów.
  6. Spedytor zmienia kody pocztowe zleceń, które publikuje na giełdach ładunków. Daje kody ościenne lub zmienia całkowicie adres dostawy. Brak podstaw do stwierdzenia, że przejął trasy/klientów z poprzedniej firmy.

 

A na wszelki wypadek kupiec mówi mu: „stary, nawet jak wpadniemy to Ci zapłacę ten zakaz konkurencji. Sąd nigdy nie zasądzi dużej kwoty, bo nikomu nie udało się udowodnić takiej sytuacji, a jeśli nawet, to jest miarkowanie itd.”

 

Wyliczenie roszczenia

Nieuczciwych spedytorów z reguły można namierzyć. Jak? Raczej od razu wiadomo, że jak się ktoś nagle zwalnia i twierdzi, że np. zakłada zespół muzyczny, to stosunkowo rzadko takie zwroty życiowe występują. Ale dowody? O tym poniżej.

Natomiast, co istotne – nie trzeba ograniczać się tylko do kar umownych – można wystąpić z roszczeniem do wysokości wszystkich poniesionych strat, czyli utraconych korzyści. Zarabiali Państwo 100 tys. zł na kliencie miesięcznie? Możecie to wykazać? Utraciliście klienta nawet częściowo? Trzeba policzyć 100 tys. pomnożone przez liczbę miesięcy od momentu kradzieży. I to jest wysokość roszczenia + kary umowne. Wychodzi 2 mln? Roszczenie na 2 mln. Zarówno do firmy, która dopuściła się czynu nieuczciwej konkurencji, jak i pracownika, który w tym pomógł – solidarnie.

Ale najpierw trzeba zrobić porządek w dokumentacji firmowej, który umożliwi dochodzenie takiego roszczenia. Trzeba to mieć policzone, trzeba mieć dowody, no i trzeba zdecydować się na kosztowny kilkuletni proces sądowy.

 

Autor – Damian Misiek, CEO Done! Deliveries




Jak ograniczyć ryzyko – wyjaśnia Nikodem Świdergał i dr Tomasz Targosz

 

Zakaz konkurencji, tylko bardziej przemyślany

Pierwszą z opcji jest możliwość zawarcia z pracownikiem umowy o zakazie konkurencji. Rozwiązanie to, przewidziane w samym kodeksie pracy jest powszechnie znane. Mechanizm wydaje się prosty – za otrzymywane odszkodowanie nasz były pracownik zobowiązuje się do powstrzymywania od działalności konkurencyjnej. Jednak treść samej umowy ma bardzo istotne znaczenie.

Aby umowa o zakazie konkurencji w pełni zabezpieczała interes pracodawcy, musi on wyraźnie wskazywać obszary, które obejmuje zakaz. Nie chodzi tutaj tylko o świadczenie pracy na rzecz konkurencji lub realizację umowy zlecenia. Powinien być w niej wykazany jak najbardziej szeroki katalog możliwych aktywności byłego pracownika, które umożliwiałyby mu podejmowanie działań na rzecz konkurencji, np. prowadzenie działalności konkurencyjnej bezpośrednio lub pośrednio, uczestniczenie w spółkach prawa handlowego lub obejmowanie stanowisk w ich organach. Warto również zaznaczyć, iż działalność konkurencyjna może być realizowana nieodpłatnie lub nieformalnie; to bardzo ważne, ponieważ, jak pokazuje praktyka, przechodzący do konkurencji pracownik często nie łączy się z nowym pracodawcą żadną umową, oficjalnie mając status osoby bezrobotnej.

Dobrym rozwiązaniem jest także wprowadzenie do umowy tzw. obowiązku informacyjnego. Na jego podstawie były pracownik zobowiązany jest do przedstawiania informacji o podjęciu nowego zatrudnienia oraz występujących u niego zmianach w sytuacji zawodowej. Obowiązek ten dotyczy również odpowiedzi na pytania np. „gdzie aktualnie pracuje”, zadawane przez byłego pracodawcę. W przypadku, gdy pracownik zignoruje odpowiedź, umowa przewidywać powinna, że oznacza to naruszenie zakazu konkurencji wraz z konsekwencjami.

Jeśli już poruszyliśmy temat konsekwencji naruszenia zakazu konkurencji musimy zwrócić uwagę na dwa elementy. Pierwszym jest kara umowna, której wprowadzenie do takiej umowy wydaje się być konieczne dla skutecznej realizacji jej funkcji. Drugim, bardzo ważnym zastrzeżeniem, jest zapis dopuszczający dochodzenie odszkodowania uzupełniającego, w przypadku, gdy wartość wyrządzonej szkody przekracza zastrzeżona karę umowną.

Kara umowna jest określoną kwotą, którą zobowiązuje się zapłacić były pracownik w przypadku złamania zakazu konkurencji, bez względu na to, czy wykazaliśmy, że ponieśliśmy szkodę przez jego działania. Jeżeli wysokość wykazanej szkody wyrządzonej rzez byłego pracownika okaże się wyższa od zastrzeżonej w umowie kary, będziemy mogli dochodzić jej zapłaty. Co bardzo istotne, zgodnie z kodeksem cywilnym żądanie takiej nadwyżki będzie możliwe jedynie w przypadku wyraźnego zastrzeżenia w umowie.

Zakaz konkurencji jest źródłem bezpieczeństwa, które jednak kosztuje. Chcąc utrzymać zakaz w mocy – obowiązkiem jest wypłacanie odszkodowania w wysokości minimum 25 proc. średniego wynagrodzenia pracownika z ostatniego roku.

 

Bez tajemnic o tajemnicach

Kolejnym sugerowanym rozwiązaniem jest zawarcie z pracownikiem porozumienia o zachowaniu poufności informacji, a jeszcze wcześniej ustanowienie procedury ochrony tajemnicy przedsiębiorstwa. To ostatnie jest konieczne, ponieważ z ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji (art. 11 ust. 2) wyraźnie wynika, że warunkiem ochrony informacji, jako tajemnicy, jest by przedsiębiorca podjął, przy zachowaniu należytej staranności, działania w celu utrzymania ich w poufności.

Porozumienie o zachowaniu poufności informacji stanowi umowę, która obowiązuje pracownika w trakcie trwania zatrudnienia oraz po jego ustaniu, przez określony w umowie okres czasu. Umowa taka nie wiąże się z koniecznością wypłacania pracownikowi odszkodowania. Musimy mieć jednak świadomość, że mimo zawarcia takiej umowy spedytor po zakończeniu współpracy z naszą firmą, może nadal pracować w branży, nie będzie mógł, jednakże korzystać z wiedzy, którą zdobył pracując w naszej firmie. W umowie o poufności kluczowe znaczenie ma ścisłe zdefiniowanie informacji poufnych, do których należeć mogą m.in. bazy klientów, informacje zgromadzone w korespondencji, w tym za pośrednictwem poczty elektronicznej, oferty handlowe składane przez naszą firmę oraz otrzymywane przez nas. Ten ostatni element będzie miał kluczowe znaczenie w naszej branży. Wszystkie te informacje, które spedytor otrzymuje od swojego klienta składają się na relację pomiędzy nimi, w której klient wie, że nie zawiedzie się na otrzymywanej jakości, a przez to bez zawahania powierza transport. Natomiast spedytor zna potrzeby klienta, wie na co może sobie pozwolić w negocjacjach, jak przebiegają trasy oferowane przez niego, jakie stawki może zaakceptować. Wszystkie te dane powinny zostać zdefiniowane w zawieranych porozumieniach, jako informacje poufne.

W orzecznictwie sądowym informacje o klientach, osobach współpracujących, itp., od dawna uznawane są za tajemnicę przedsiębiorstwa (np. wyrok Sądu Najwyższego z 3 kwietnia 2019 r., sygn. II PK 334/17). Co więcej, jak stwierdził Sąd Najwyższy w wyroku z 25 września 2019 r. III CSK 217/17, jeśli przedsiębiorca zarzuca byłemu pracownikowi, że naruszył tajemnicę jego przedsiębiorstwa i wykaże, że określone informacje podpadają pod definicję tej tajemnicy (należą do kategorii mogącej stanowić tajemnicę i zostały podjęte środki jej ochrony) to na byłym pracowniku spoczywa ciężar dowodu, że ujawnione informacje nie stanowiły tajemnicy przedsiębiorstwa.

Na mocy umowy o zachowaniu poufności pracownik zobowiązuje się do nieujawniania i niewykorzystywania informacji poufnych. Mimo że zakaz obowiązuje go i tak z mocy ustawy, umowa pozwala na dokładne określenie chronionych informacji, a przede wszystkim zabezpieczenie obowiązku karą umowną wraz z postanowieniem o możliwości dochodzenia odszkodowania, analogicznie do zakazu konkurencji.

 

Najcięższy kaliber

Powyższe sposoby na zniwelowanie ryzyka utraty klientów obowiązują pomiędzy pracownikiem a pracodawcą. Tymczasem przedsiębiorstwo ma możliwość zabezpieczyć swoje interesy również w stosunku do nieuczciwego konkurenta, czyli firmy, która przejęła jego klientów.

Do tego celu potrzebna jest procedura ochrony tajemnicy przedsiębiorstwa, która w sposób kompleksowy reguluje kwestie postępowania z informacjami poufnymi.  W przypadku sporu z nieuczciwą konkurencją sąd będzie bowiem od nas wymagał wykazania, co zrobiliśmy dla zabezpieczenia swoich informacji poufnych. Chodzi tutaj o rozwiązania formalne, do których należy ustanowienie ww. procedury oraz działania faktyczne typu m.in. limitowany dostęp do pomieszczeń, zamykane na klucz lub szyfr szafki, szyfrowane dyski twarde i nośniki danych oraz wiele innych.

Jeśli dochowaliśmy tych aktów należytej staranności i jesteśmy w stanie wykazać, że nieuczciwy konkurent wykorzystał naszą tajemnicę, zastosowanie mogą znaleźć liczne sankcje uregulowane w art. 18 ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, w tym żądanie usunięcia skutków naruszenia, zapłaty odszkodowania lub wydania bezpodstawnie uzyskanych korzyści. Sąd może także zobowiązać nieuczciwego konkurenta do podania do publicznej wiadomości informacji o wyroku albo treści wyroku, w oznaczony sposób i w oznaczonym zakresie, co może mieć dla niego nieprzyjemne skutki wizerunkowe.

Konsekwencje naruszenia tajemnicy przedsiębiorstwa mogą być też dalej idące: jest to w naszym prawie przestępstwo, co wyraźnie wynika z art. 23 ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji. Dotyczy to zarówno byłego pracownika lub współpracownika, jak i nowego pracodawcy i to niezależnie od tego czy między naszym byłym spedytorem a idącym na skróty konkurentem zostanie nawiązana jakakolwiek formalna relacja. Wystarczy, że ten drugi wykorzysta informacje poufne we własnej działalności.



Jak dochodzić swoich praw wyjaśnia: Dr Andrzej Trela, współzałożyciel i wspólnik Kancelarii Bezpieczeństwa Rapacki i Wspólnicy sp.k., specjalizującej się w zarządzaniu bezpieczeństwem, z praktyka kilkudziesięciu wdrożeń tajemnicy przedsiębiorstwa wśród krajowych przedsiębiorców, w tym w szeregu spółek publicznych.



Ściganie tego przestępstwa nie następuje z urzędu. Oznacza to, że to pokrzywdzony, czyli były pracodawca czy zleceniodawca sam decyduje, czy chce, aby sprawcy naruszenia zasad związanych z ochroną tajemnicy przedsiębiorstwa ponieśli odpowiedzialność karną, czy też nie. Oczywiście po złożeniu wniosku o ścigane karne sprawcy lub sprawców przestępstwa, postępowanie karne toczy się tak jak z urzędu. W tym miejscu należy przypomnieć, że przestępstwo z art. 23 cyt. ustawy zagrożone jest karą grzywny, ograniczenia wolności, a nawet karą pozbawieniem wolności do lat 2. Oczywiście wymienione kary nie wyłączają odpowiedzialności cywilnej związanej z obowiązkiem naprawienia wyrządzonej szkody.

Wiele w tym zakresie zależy od sprawcy (sprawców). Jego postawa – w szczególności zaniechanie działań związanych z naruszaniem tajemnicy przedsiębiorstwa czy chociażby naprawienie szkody – może poskutkować tym, że pokrzywdzony, w ramach gestu dobrej woli, nie zdecyduje się na takie działania. Oczywiście taką decyzje pokrzywdzony może podjąć przed zainicjowaniem postępowania karnego.

W sytuacjach odwrotnych, pokrzywdzony może skierować sprawę na drogę karną i powiadomić Policję czy prokuraturę o takim przestępstwie.

Standardowe czynności w takich sprawach koncentrują się na potwierdzeniu informacji zawartych w zawiadomieniu. Przybiera to formę głównie zabezpieczania sprzętu teleinformatycznego (komputerów, tabletów, telefonów czy też nośników informacji) w ramach przeszukiwania pomieszczeń podmiotów dopuszczających się takich czynności. Kwestie przeszukań w miejscach zamieszkania także są standardem, zwłaszcza w sytuacjach, w których dana osoba wykonuje swoje zadania – w miejscu zamieszkania, np. z uwagi na profilaktykę związaną z pandemią. Nikomu nie trzeba przypominać, jak bardzo to paraliżuje bieżącą pracę i jak wpływa na relacje z klientami.

Od 25 maja 2018 r. dodatkową kwestią pozostają dane osobowe (ustawa RODO). Czymże innym, aniżeli nieuprawnionym ich przetwarzaniem, jest przetwarzanie tych danych pozyskanych w ramach „wiana” wnoszonego do nowego pracodawcy? Wszyscy mamy świadomość, jaki wiąże się z tym koszt potencjalnej kary administracyjnej, wymierzanej przez prezesa UODO oraz jakie inne prawne konsekwencje się z takim działaniem wiążą.

Z doświadczenia Kancelarii Bezpieczeństwa Rapacki i Wspólnicy wynika niezbicie, że dodatkową zaletą prawidłowego ustanowienia i utrzymywania tajemnicy przedsiębiorstwa jest możliwość zastąpienia jej mało efektywnymi i kosztownymi umowami o zakazie konkurencji.


Kumulacja najlepszą opcją

Jeśli obecnie pojawia się pytanie, która ze wskazanych powyżej form jest najlepsza – odpowiedź może być tylko jedna: wszystkie razem.

Zakaz konkurencji ograniczy naszemu byłemu pracownikowi możliwość podejmowania współpracy z firmami w naszej branży, a jeśli będzie chciał to robić, będzie narażał się na odpowiedzialność (kary umowne i odszkodowania).

Aby zabezpieczyć swoje relacje z klientami i z pracownikami powinny zostać zawarte umowy o zachowaniu poufności. Natomiast w samej strukturze firmy, wprowadzona powinna zostać procedura ochrony tajemnicy przedsiębiorstwa. Takie połączenie daje możliwie najszerszą ochronę dla firmy, a zarazem gwarantuje możliwość dochodzenia swoich roszczeń w przypadku naruszeń.

 

Formalności na papierze, a dowody – w życiu…?

Jak pokazuje czasami praktyka i znane nam przypadki, nawet takie rozwiązania nie przeszkadzają nieuczciwym pracownikom łamać przyjętych przez siebie zobowiązań.

Z doświadczenia wiemy, że w niedługim czasie po odejściu spedytorów można zacząć obserwować na giełdach transportowych oferty, które były takie same jak stałe zlecenia realizowane przez byłych pracowników. Zazwyczaj dzieje się to równolegle z ograniczeniem współpracy z klientami obsługiwanymi przez byłych pracowników. Przez ograniczenie możliwości zatelefonowania do spedytora oraz ukrycie go pod fałszywymi personaliami na giełdach transportowych – nieuczciwi konkurenci starają się pomóc byłym pracownikom naruszać zakazy konkurencji. Taka świadomość wymaga bardziej zdecydowanych kroków w celu zdobycia odpowiednich dowodów. Niezbędna może okazać się agencja detektywistyczna, której obserwacje Pomogą w zdobyciu dowodów.

W gromadzeniu materiału dowodowego pomocna okazać może się również informatyka śledcza, polegająca na weryfikacji zawartości telefonów służbowych byłych pracowników, co do których macie Państwo podejrzenia o nieuczciwe postepowanie. Na rynku funkcjonuje wiele firm, które gotowe są przedstawić raport z analizy komputera lub telefonu komórkowego (również tych usuniętych danych). Takie działania mogą dostarczyć cennych informacji o występujących powiązaniach.

Również sami pracownicy, którzy pracują na czarno, muszą ukrywać to co robią, nie wytrzymują presji i decydują się porozmawiać ze swoim poprzednim pracodawcą, aby tylko uwolnić się od kłopotów, w które niejednokrotnie wpędzili ich obecni pracodawcy lub  koledzy z obietnicą większych zarobków. W konsekwencji cennym źródłem wiedzy są sami byli pracownicy.

 

Określenie wysokości szkody

Kiedy pracodawca zdobędzie dowody i jest już pewien, że padł ofiarą nieuczciwej konkurencji, stanie przed kolejnym wyzwaniem. Wobec nieuczciwych pracowników może wystąpić z roszczeniem o zapłatę kary umownej. W jaki sposób określić jednakże wartość szkody, którą poniósł przez działania nieuczciwej konkurencji?

Ważne jest, że odszkodowanie, zgodnie z ogólnymi zasadami, obejmuje nie tylko rzeczywistą stratę, ale także utracone korzyści. Można zatem domagać się odszkodowania za zyski, których nie osiągnęliśmy dlatego, że doszło do nieuczciwego przejęcia klientów.

Firma, która znajdzie się w takiej sytuacji jest w stanie określić ilość i wartość transakcji z danymi klientami, zawieranych w okresie zatrudnienia nieuczciwych spedytorów oraz po ich odejściu. Konieczne będzie również posiadanie danych dotyczących ofert wystawianych na giełdach transportowych przez nieuczciwą konkurencję. Po zgromadzeniu m.in. ww. danych możemy zlecić zrealizowanie opinii – wyceny utraconych korzyści na skutek czynów nieuczciwej konkurencji. Analiza biegłego nie będzie opierała się jedynie na wskazaniu kwoty. Powinna ona opisywać całe otoczenie rynkowe oraz analizę firmy stosującej nieuczciwe praktyki. W ten sposób okazać się może, że firma, która przejęła spedytorów, zaraz po tym odnotowała wzrost liczby transakcji o kilkaset procent.

 

Kiedy powinna zapalić się czerwona lampka?

Podsumowując powyższe rozważania chcielibyśmy zwrócić Państwa uwagę na okoliczności, które powinny wzbudzić Wasz niepokój. Pierwszym jest przedkładanie przez byłych pracowników wątpliwych zaświadczeń o zatrudnieniu (np. pochodzących od rodziny) lub utrzymywanie przez wiele miesięcy statusu osoby bezrobotnej. Również w tym przypadku możliwe jest ustalenie podmiotów, które odprowadzają składki ZUS z tytułu zatrudnienia danych osób.

Kolejna kwestia to obserwacja giełd transportowych. Tu widać, gdy wasze oferty zaczną pojawiać się u konkurencji. Wystarczy poświęcić trochę czasu głębszej analizie, aby wpaść na właściwy trop.

 

Sygnalista, czyli sami możemy o siebie zadbać

Pojawiają się przypadki, w których to sam klient informuje o nieuczciwych praktykach naszego byłego spedytora. Uczciwi pracownicy także sami krytycznie odnoszą się do takich osób. Dlatego też bardzo cennym źródłem informacji mogą okazać się sami pracownicy, trzeba jednak udostępnić im odpowiednie narzędzie.

Zapewne wielu z Państwa słyszało już o wprowadzanej na coraz szerszą skalę instytucji sygnalisty. Opublikowana 26 listopada 2019 r. dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/1937 w sprawie ochrony osób zgłaszających przypadki naruszenia prawa Unii, ma zostać implementowana do porządku prawnego naszego państwa w terminie do 17 grudnia 2021r. Dyrektywa ta przewiduje obowiązek utworzenia w strukturach wewnętrznych kanałów i procedur zgłaszania nieprawidłowości. Znajduje ona zastosowanie m.in. do firm zatrudniających co najmniej 50 pracowników. W naszej ocenie nie powinno się czekać do ostatniego dnia z wdrożeniem odpowiednich procedur. Ich zadaniem powinno być umożliwienie waszym pracownikom informowania o wszelkich nieprawidłowościach, które pojawiły się w waszej firmie. Procedura powinna gwarantować bezpieczeństwo osobie zgłaszającej oraz określać tryb rozpatrywania zgłoszeń. Chociaż głównym celem tej regulacji nie jest ochrona przed nieuczciwą konkurencją, nie ma przeszkód by wykorzystać wdrażane procedury także w tym celu. Pozwoli to naszym pracownikom ostrzec nas np. przed składanymi nieuczciwymi propozycjami zatrudnienia lub innymi działaniami naszych pracowników i konkurencji.

 



 

Strategie i praktyczne rozwiązania służące ochronie swoich interesów

Prof. INP PAN dr hab. Paweł Podrecki, adwokat, starszy partner w Kancelarii Traple Konarski Podrecki i Wspólnicy.

– Z naszych doświadczeń, zebranych w wielu sektorach gospodarki, które znajdują pełne potwierdzenie w krajowej i międzynarodowej spedycji wynika, że ważne są strategie i praktyczne rozwiązania służące ochronie interesów tych przedsiębiorców, którzy kierują się nie tylko poszanowaniem prawa, ale też dobrych obyczajów i uczciwych praktyk rynkowych. Bezpieczeństwo prawne pozostaje zawsze w zgodności z ochroną własnych interesów majątkowych. W ten sposób liderzy rynku osiągają sukces, kierując się zgodnością działań z wymogami prawa konkurencji. Podkreślić należy, że zasady ochrony tajemnicy przedsiębiorstwa powinny być traktowane jako szczególnie ważny element funkcjonowania nowoczesnych przedsiębiorstw. Efektywne rozwiązania w zakresie zarządzania i dostępu do informacji oraz zabezpieczenia prawnie chronionych tajemnic są podstawą ochrony własności i pozycji rynkowej. W oparciu o możliwości uzyskiwania zakazów lub odszkodowań na podstawie m.in. ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, należy skutecznie egzekwować swoje zasadne roszczenia.



Zgodność słów z czynami

Prof. ALK, dr hab. Bolesław Rok

Dyrektor Centrum Etyki Biznesu i Innowacji Społecznych, Akademia Leona Koźmińskiego

– Zgodność słów i czynów to jedna z najważniejszych zasad etyki. Wokół niej pojawia się wiele różnorodnych sytuacji, w których mamy do czynienia zarówno z moralnym heroizmem – z jednej strony, jak i z cynicznym kłamstwem – z drugiej. O kłamstwie nie pisze się zwykle poważnych książek naukowych, a to przecież nasza codzienność – zarówno w życiu prywatnym, jak i w biznesie. Wszyscy jednak wiemy, jak ważne jest by systematycznie monitorować zgodność słów i czynów, by sprawdzać, czy umowy podpisywane przez pracowników firmy np. w zakresie przestrzegania zasad poufności, czy uczciwej konkurencji są zgodne z tym, w jaki sposób działają. To dzięki zapewnieniu tej zgodności w ogóle istnieje zaufanie do danej firmy, do jej produktów i usług.

Od dłuższego czasu obserwuję jak obniża się zaufanie do biznesu działającego na polskim rynku. Okazuje się, że pracownicy coraz częściej manipulują – oczywiście świadomie – poufnymi, danymi dotyczącymi istotnych relacji firmowych z klientami. Obawiam się, że to może być początek lawiny, która zniszczy ten potencjał zaufania do biznesu, który jeszcze się utrzymuje, niezależnie od różnych afer korporacyjnych. Żadna z dotychczasowych afer nie dotknęła tak wrażliwej struny – oszukiwania firmy przez kluczowych pracowników.

Jeżeli jesteśmy rzetelną firmą, to wszyscy oczekują od nas, że będziemy podejmować i ponosić odpowiedzialność moralną za wszystkich ludzi, z którymi współpracujemy. Wystarczy, że jeden pracownik dopuści się jakiegoś oszustwa, nadużycia czy złamania zasad etycznych, a już pojawia się opinia, że to nieetyczna firma. Negatywne konsekwencje nieetycznego postępowania dotykają właśnie firmę, a nie samego sprawcę. Co więcej, zazwyczaj chętnie opinia publiczna przenosi tę odpowiedzialność z nieosobowej organizacji na konkretnego człowieka, który stoi na czele firmy. Nie zazdroszczę żadnemu prezesowi stałego noszenia tego bagażu odpowiedzialności.

Być może trzeba będzie na nowo przemyśleć zawartość umów, które okazują się nieskuteczne, nie chronią przed nieuczciwością. Czy jednak rzeczywiście jesteśmy w stanie w 100 proc. monitorować zgodność słów i czynów? A może należy wrócić do zapomnianych już idei ściślejszej kontroli i selekcji pracowników pod względem moralnym już na etapie rekrutacji?