Zarządzanie

Łączymy podaż z popytem – Janusz Piechociński

Marek Loos 18 września 2019

O relacjach gospodarczych i logistycznych Polski z krajami azjatyckimi – jakie są, jakie powinny być i jak je budować – Marek Loos rozmawia z Januszem Piechocińskim, prezesem Izby Przemysłowo-Handlowej Polska-Azja.

 

Ostatnio rozmawiałem z panem w 2014 r. na kanwie bardzo kontrowersyjnej i niebezpiecznej dla polskiego transportu sprawy ryczałtów za noclegi kierowców w kabinach ciężarówek. Wówczas był pan ministrem gospodarki w rządzie Donalda Tuska. Pełnił pan tę funkcję do wyborów parlamentarnych w 2015 r., kiedy to nastąpiła kompletna zmiana na polskiej scenie politycznej. Potem przez jakiś czas nic o panu nie było słychać … i wreszcie wyłonił się pan jako prezes Izby Przemysłowo-Handlowej Polska-Azja. Co pan robił, kiedy niewiele było o panu słychać?

Dużo spałem – 16 godzin na dobę w grudniu 2015 r.

A kiedy już się pan obudził …

Na początku 2016 r. zauważyłem, że wielkim marnotrawstwem osobistego potencjału i kontaktów, szczególnie z krajami Azji i ASEAN-u byłoby nie wykorzystanie moich osobistych relacji gospodarczych z przedstawicielami tamtejszego biznesu. Dodatkowo byłem w rządzie współprzewodniczącym międzyrządowych komisji: Polska-Białoruś, Polska-Ukraina, Polska-Azerbejdżan, Polska-Kazachstan oraz Polska- … z wieloma krajami arabskimi. Była też inicjatywa mojego środowiska politycznego „Go China”, a partia PSL – z ramienia której byłem ministrem gospodarki – od lat ma partnerskie stosunki z Komunistyczną Partią Chin. Do tego doszła gigantyczna praca, spotkania i wcześniejsze moje zainteresowania logistyką i transportem, połączona z kontaktami ze światowymi instytucjami z tych branż.

Rzeczywiście. Szkoda byłoby to wszystko zmarnować.

W związku z tym, że polscy przedsiębiorcy w relacjach z partnerami europejskimi radzą sobie dobrze, a wiedza o relacjach biznesowych ze wschodem jest znacznie gorsza, pojawia się pole do działania, służącego wsparciu polskiego i zagranicznego biznesu w nawiązywaniu i rozwijaniu relacji gospodarczych ze wschodem. Łączymy podaż z popytem, między Polską i wschodem. Pomagamy również firmom z innych krajów zachodu w nawiązywaniu relacji biznesowych ze wschodem. To pierwszy fundament naszej Izby.

Drugim jest aktywizacja silnej w Polsce diaspory narodów azjatyckich, której potencjał gospodarczy jest w naszym kraju totalnie niewykorzystany. Samych Wietnamczyków jest w Polsce 44-50 tys., Chińczyków – 12 tys., kilka tys. Koreańczyków i wiele innych diaspór. Rośnie społeczność nepalska, indonezyjska czy induska. Patrząc na to praktycznie – zbudowałem koncepcję Izby opartą na tym, że jedną z jej form działania będą sekcje narodowe, na czele z ich polskimi przedstawicielami. Tak więc szefem sekcji arabskiej jest Jordańczyk z tytułem doktora, pracujący na Uniwersytecie Warszawskim, prowadzący w Polsce różne biznesy. Na czele sekcji chińskiej stoi Feliks Wang, dyrektor w G.D. Poland International, największym chińskim centrum handlowym w Polsce. Na czele sekcji wietnamskiej stoi syn byłego przewodniczącego Stowarzyszenia Wietnamczyków w Polsce, mój student, absolwent SGH i King’s College. I tak można by długo wymieniać przedstawicieli Nepalu, Indii, Azji Centralnej.

Skąd wziął się akurat pomysł aktywowania diaspor? Jest to dość nowatorska inicjatywa.

A no stąd, żeby w relacjach biznesowych z tymi odleglejszymi narodami, o innej kulturze prowadzenia biznesu, oddalonymi od nas nie popełniać błędów. Polski Chińczyk, Wietnamczyk czy arab wie o wiele więcej o realiach, kulturze, relacjach międzyludzkich i stosunkach panujących w tamtych krajach, niż nasi eksperci w tej dziedzinie.

Izba Przemysłowo-Handlowa Polska-Azja w lipcu miała trzecią rocznicę zarejestrowania. Co w tym czasie zdziałała?

Zbudowaliśmy wielkie instrumentarium kojarzenia podaży i popytu między wschodem i zachodem. Za pośrednictwem naszej Izby, polscy przedsiębiorcy mogą uczestniczyć w wielu targach i innych imprezach gospodarczych na bardziej korzystnych warunkach niż oferowane przez inne instytucje.. Prezentuję delegacjom z Azji polski rynek, oceniam, informuję. Np. delegacja koreańskich przemysłowców, a wśród nich z branży meblarskiej, dowiaduje się, że ten sektor w Polsce wspiął się na drugie miejsce w Europie (po Niemczech, bo wyprzedziliśmy Włochów) i piąte w świecie. Na dodatek nie ma tych danych jeszcze nawet w materiałach GUS. Oznacza to dla nich, że koreańskie meble raczej nie sprzedadzą się w naszym kraju, a to cenna informacja. Za to polski przemysł meblarski jest zainteresowany galanterią: wykończenia, okucia, obicia itd. To właśnie tu mogą Koreańczycy zrobić interes – i to jest dla nich jeszcze cenniejsza informacja. Organizujemy wyjazdy zagranicznych delegacji do polskich firm, czy gospodarstw rolnych itd., żeby bezpośrednio spotykali się i nawiązywali kontakty biznesowe.

Jesteśmy skuteczni. Rok temu nikt nie wierzył w Polsce, że przyjedzie do nas minister konstytucyjny ropy i gazu z Iraku, a ja uwierzyłem. Tak też się stało za sprawą naszej Izby i na dodatek 12 przedsiębiorców z tego kraju zapisało się do Izby i pojechało w ramach naszej delegacji na targi nafty i gazu do Seulu. Pierwszy raz od 20 lat istnienia targów, uczestniczyli w nich arabscy przedsiębiorcy.

Działamy intensywnie na portalach społecznościowych, m.in. LinkedIn, gdzie mam ok. 8 tys. stałych obserwujących. Nie muszę tłumaczyć co to oznacza – gdy mam informację do przekazania, dowiaduje się o niej taka liczba osób bezpośrednio zainteresowanych biznesowo Azją. Selekcjonuję i dobieram osoby obserwujące, które dadzą największą wartość zarówno po stronie popytu, jak i sprzedaży. Niepostrzeżenie okazało się, że nasi partnerzy arabscy tłumaczą posty, newslettery i aktualności Izby na język arabski. Tym sposobem stałem się jednym z najpopularniejszych Polaków w świecie arabskim.

Trzeci fundament naszej działalności to bliska współpraca z ambasadorami poszczególnych krajów azjatyckich w Polsce.

To chyba wymaga trochę pracy. Jak długo teraz pan śpi, a jak długo pracuje.

Zdecydowanie mniej pracuję niż jako minister gospodarki. Moja żona może potwierdzić, że będąc ministrem gospodarki pracowałem 14-18 godzin na dobę, a teraz „zaledwie” między 10 a 14 godzin na dobę.. Ja też jestem zadowolony, bo np. nie ma całej tej bieżącej nerwowości politycznej, która przeszkadza w regularnym wykonywaniu swojej roboty.

A propos polityki. Nie kusi pana, żeby wrócić do polityki? Z tego co wiem, polityka jest zaraźliwa i jak ktoś już jej zakosztuje …

Nie zamierzam wrócić do polityki takiej, jak jest ostatnio uprawiana w Polsce. Po prostu nie miałbym z niej satysfakcji. Współczuję komukolwiek, kto wygra wybory i będzie obejmował funkcje publiczne, bo będą musieli pracować w jeszcze gorszej atmosferze …

Nie wchodźmy w politykę. Ten wywiad jest o gospodarce. Czy po 3 latach funkcjonowania Izba może się pochwalić sukcesami?

Jedna z największych firm produkujących tytoń do fajek wodnych wybudowała fabrykę w Grodzisku. Pod Jędrzejowem powstaje walcownia aluminium. Koreańskie firmy budowlane zwracają się do nas, żeby zweryfikować polskie firmy z tej branży, które maja być ich podwykonawcami.

To jest konkret. A czym różni się prowadzenie biznesu w Europie, czy Ameryce od biznesu w Azji?

Nieznający tych różnic mają problemy ze znalezieniem właściwego partnera do robienia interesów w Azji. Trzeba wiedzieć, że tam biznes jest bardzo powiązany z polityką i administracją. Z polityką powiązana jest również ochrona rynku. Inne są wymogi fitosanitarne i religijne w sferze żywności. Biznesmeni i administracja z tych krajów ma bardzo dobry przegląd tego co oferuje konkurencja, a polskie firmy najczęściej nie mogą dać kredytu kupieckiego. W rezultacie przegrywamy przetargi na dostawy czegoś tylko dlatego, że oczekujemy szybkiej płatności. Te problemy powodują, że generalnie polskie firmy wycofują się z Azji. Ubolewam nad tym, bo nie wrócą do Polski zainwestowane pieniądze. Przerwą się relacje.

Oznacza to jednak, że przed Izbą jest wiele pracy.

Tym bardziej, że polska gospodarka nie wykorzystuje swojego potencjału w obrotach handlowych z krajami azjatyckimi. Świadczy o tym to, że będąc ósmą gospodarka w Unii Europejskiej, mamy szesnaste miejsce w handlu z Chinami. Czesi sprzedają do Chin całe pociągi piwa rzemieślniczego, a my chwalimy się, jeżeli sprzedamy jeden kontener.

Tymczasem w Polsce stwarza się przeróżne problemy biznesmenom np. azjatyckim przedsiębiorcom, chcącym zainwestować w naszym kraju lub rozwijać eksport z Polski. Przedstawiciel diaspory Sikhijskiej w Polsce, liczącej 1,5 tys. osób z pomocą Izby Polska-Azja sprzedał do Indii połowę ubiegłorocznego polskiego eksportu jabłek. Najsmutniejsze jednak w tym było to, że musiałem osobiście interweniować u ambasadora polskiego w Dehli, żeby ów Hindus dostał wizę. Tak to zostajemy w tyle w kwestii obsługi biznesu. Nasza administracja nie rozumie skąd jest chleb. To było upokarzające dla tego biznesmena, który ewidentnie działał na korzyść Polski.

Inny przykład – nasze firmy mają zapotrzebowanie zatrudnienia w tym roku 10 tys. Filipińczyków. Pytam, czy mamy konsula na Filipinach, który wydawałby wizy tym osobom?

Pewnie dużo musi pan podróżować.

Ostatnio coraz więcej kontaktów odbywa się poprzez telekonferencje, które organizujemy znacznie częściej niż wyjazdy. Dla mnie jest to szczególnie istotne, bo ja nie jestem w stanie zasnąć podczas podróży i na nowym miejscu.. Między innymi dlatego przerzucamy się na telekonferencje, podczas których mówimy w językach narodowych naszych rozmówców, dzięki pomocy przedstawicieli diaspory z danego kraju. Jego wizerunek na WeChacie zwiększa zaufanie do nas, jako rozmówców.

Czym ostatnio zajmuje się Izba?

Mam pomysł, który zrodził się na bazie moich obserwacji, podczas moich podróży po świecie. Otóż nie tylko w Europie, wokół wielkich metropolii tworzą się swoiste miasta azjatyckie: koreańskie, chińskie, wietnamskie, czy inne. Jednocześnie kończy się tradycyjny handel. Pokryte dachem targowisko jakiejś społeczności, tworzone przez mieszkańców takich miast odchodzi w przeszłość. Polska jest europejskim liderem handlowym w Europie, również w dziedzinie handlu internetowego. Polscy Wietnamczycy zaczynają się specjalizować w sieciach handlowych, czy sieciach restauracji i są obecni w biznesie deweloperskim.

Jest potrzebny rebranding zwykłych narodowych targowisk i centrów handlowych na centra gospodarcze Polska-Azja, który ma doprowadzić do tego, żeby dla azjatyckiego biznesu Polska była bramą do Europy Środkowej. Chcemy, aby Polska była tą bramą, bo podobne aspiracje mają inne kraje naszego regionu i już w tym kierunku działają. Wyścig się zaczął.

Powstał więc z naszej inicjatywy projekt Centrum Polska-Azja oparty na kilku założeniach, z których najważniejsze ma wykorzystać niewielką odległość azjatyckich centrów biznesu, zlokalizowanych w Warszawie (głównie na Woli) do planowanego Centralnego Portu Komunikacyjnego. Chcemy, żeby w Polsce swoje siedziby mieli azjatyccy liderzy kontaktów biznesowych z Europą Środkową. W tym celu powołaliśmy, z mojej inicjatywy, punkt koordynacyjny, w którego skład wchodzi po dwóch przedstawicieli wielu krajów azjatyckich, żeby wywierali wpływ na swoje kraje, by podjęły decyzję, żeby właśnie w Polsce ulokować swoje centrale handlowe na naszą część Europy. Jest to swoiste zabezpieczenie opłacalności dostaw z Azji do Polski. Co by było, gdyby one przestały się opłacać np. pewnemu Chińczykowi, który w mojej rodzimej gminie Lesznowola zatrudnia 4 tys. osób.

Jak chce pan zrealizować ten projekt?

Obszedłem już większość ambasadorów krajów azjatyckich w Polsce i agencji reprezentujących u nas te kraje. Reakcje są pozytywne. Są oczywiście i wątpliwości, bo nie najlepiej się czuje obok siebie kapitał koreański i chiński. Rywalizacja trwa. Jednak kapitał koreański już wie, że dotychczasowe metody pozyskiwania partnerów europejskich, poprzez ich instytucje w Europie nie sprawdzają się. Takim potentatom jak LG czy Samsung nie potrzeba wsparcia, ale mniejszym – jak najbardziej.

Albo w kraju sukcesu regionu ASEAN-u – jakim jest Wietnam – znajduje się coraz więcej osób posiadających 5-10 mln dolarów wolnego kapitału, które gotowi są zainwestować, np. w Polsce. Zresztą Wietnam to taka Polska ASEAN-u – tamtejszy kraj sukcesu. Ktoś musi jednak zachęcić ich, żeby miejscem inwestycji była Polska i pomóc im w zorganizowaniu biznesu w naszym kraju. Po to są nasze kontakty z diasporami.

Czy to oznacza, że zamierza pan stworzyć w Polsce Centrum Biznesu Polska-Azja?

Tak – to jeden z moich celów. Ale cele są również inne. Chcę zachęcać azjatyckie firmy, żeby np. lokowały w Polsce część swoich procesów biznesowych na zasadzie BPO (skrót od ang. Business Process Outsourcing, a na rynku amerykańskim jest on rozwijany, jako Business Process Offshoring. Jest to skrót używany na określenie sektora outsourcingu procesów biznesowych). To się już rozwija w Polsce. Chodzi o lokowanie w dowolnym miejscu świata, tam gdzie jest to opłacalne procesów biznesowych o mniejszym znaczeniu dla core-businessu jakiejś firmy, np. usług IT, księgowych, logistycznych itp. Zewnętrzne firmy księgowe mogą świadczyć usługi dla konkurujących przedsiębiorstw.

Dziękuję za rozmowę.

Wywiad ukazał się w czasopiśmie Transport Manager 4(40) sierpień-wrzesień 2019 str. 18-32.