Prawo

Gdy kierowca dołącza do złodziei ładunku

Łukasz Chwalczuk 19 sierpnia 2019

Rzecz miała miejsce na początku 2012 r., gdy przed Mistrzostwami Europy w piłce nożnej organizowanymi m.in. w Polsce, duża firma logistyczna miała za zadanie dostarczyć dedykowaną pod to wydarzenie nową linię obuwia sportowego. Dostawy z portu w Antwerpii kierowane były bezpośrednio do hubów w okolicach Sochaczewa. W magazynach towar był odpowiednio sortowany, przechowywany, a następnie dostarczany do finalnych odbiorców pojazdami o dmc do 3,5 t. Właściciele firmy logistycznej podzlecali wykonanie tych przewozów swoim sprawdzonym i zaufanym przewoźnikom, albowiem mieli świadomość wartości towaru oraz dużego znaczenia dostaw przed tak dużym wydarzeniem.

Kilkanaście z transportów z Belgii do Polski wykonała znana, rodzinna firma transportowa z Poznania, która działała w formie spółki jawnej. Wspólnikami tejże spółki było 6 członków rodziny (ojciec, matka, dwóch synów, córka oraz zięć), którzy od ponad 20 lat ciężko i rzetelnie pracowali, aby rozwijać swoją firmę na rynku międzynarodowym. Ostatnie z otrzymanych zleceń transportowych miał wykonać pan Andrzej, kierowca z 12-letnim doświadczeniem, który pracował kierował pojazdami na trasie Benelux-Polska. Będąc już na terenie Polski, kierowca zadzwonił do dyspozytora z obcego numeru komórkowego z informacją, że został uśpiony gazem, nieznani sprawcy porwali pojazd wraz z ładunkiem, a kierowcę pozostawiono w okolicznym lesie.

Przed długi czas policja, która prowadziła postępowanie wyjaśniające nie podejrzewała kierowcy o współudział w zdarzeniu, aż do czasu gdy sprawdzono bilingi z telefonu komórkowego oraz porównano dane z GPS. Efektywne działania operacyjne policji doprowadziły do przyznania się kierowcy, który precyzyjnie i ze szczegółami opowiedział genezę całego zajścia. Wytłumaczył, iż w związku z długami alimentacyjnymi potrzebował szybko „zarobić” 20 tys. zł, więc umówił się z znajomymi, że dobrowolnie odda pojazd wraz z towarem, a łupem podzielą się po sprzedaniu towaru. Od tego momentu  problemy dla firmy logistycznej – i pośrednio dla przewoźnika – zaczęły wzrastać w zastraszającym tempie.

200 tys.,? 1 mln.? A może 2 mln zł? – ile mam zapłacić przewoźnikowi

W trakcie postępowania reklamacyjnego kupujący z Polski przedstawił dokładne i wiarygodne dokumenty potwierdzające nabycie skradzionych butów sportowych za kwotę ok. 1 mln zł. Pierwsze pisma reklamacyjne oraz przedsądowe wezwanie do zapłaty zawierało właśnie taką kwotę.

Zanim wyszło na jaw, że kierowca aktywnie uczestniczył w kradzieży ładunku, przewoźnik bronił się korzystnym dla niego przepisem art. 23 ust. 3 Konwencji CMR, która chroni przewoźnika ograniczając jego odpowiedzialność zgodnie z wskazanym tak przelicznikiem. Wg szacunkowych obliczeń, przewoźnik mógł ograniczyć swoją odpowiedzialność do kwoty ok. 200 tys. zł, co stanowi jedynie 20 proc. realnej kwoty, jaką zapłacił kupujący-odbiorca w Polsce. Po przesłuchaniu kierowcy, który przyznał się do przestępstwa, kupujący z Polski zmienił swoje żądania, opierając je na innej podstawie prawnej, a dokładnie na art. 29 ust. 1 Konwencji CMR, który stanowi, iż: „Przewoźnik nie ma prawa korzystać z postanowień niniejszego rozdziału, które wyłączają lub ograniczają jego odpowiedzialność, albo które przenoszą na drugą stronę ciężar dowodu, jeżeli szkoda powstała wskutek złego zamiaru przewoźnika lub jego niedbalstwa […]”

Pomimo, iż pierwotnie firma transportowa próbowała uwolnić się od odpowiedzialności, twierdząc, iż złego zamiaru dopuścił się oskarżony kierowca, a nie oni jako przedsiębiorcy, to słusznie wskazano, że pracodawca ponosi pełną odpowiedzialność za działania i zaniechania swoich pracowników, co wynika wprost z art. 3 Konwencji CMR: „Przy stosowaniu niniejszej Konwencji  przewoźnik odpowiada, jak za swoje własne czynności i zaniedbania, za czynności i zaniedbania swoich pracowników i wszystkich innych osób, do których usług odwołuje się w celu wykonania przewozu, kiedy ci pracownicy lub te osoby działają w wykonaniu swych funkcji”.

Z kolei zastrzeżenia właścicieli firmy transportowej, jakoby nie ponosili odpowiedzialności za przestępcze działania pracownika, także zostały obalone, albowiem zgodnie z art. 29 ust. 2 Konwencji CMR art. 29 ust. 2: „To samo postanowienie stosuje się, jeżeli złego zamiaru lub niedbalstwa dopuszczają się pracownicy przewoźnika lub jakiekolwiek inne osoby, do których usług odwołuje się on dla wykonania przewozu, jeżeli ci pracownicy lub te inne osoby działają w wykonaniu swych funkcji. W takim przypadku ci pracownicy i te inne osoby nie mają prawa korzystania w zakresie ich osobistej odpowiedzialności z postanowień niniejszego rozdziału, wymienionych w ustępie 1”.

Kupujący z Polski postanowił więc dochodzić pełnej szkody jaką poniósł w wyniku umyślnego działania kierowcy – pracownika firmy transportowej. Po przekazaniu stosownych statystyki i obliczeń, kupujący zażądał kwoty prawie 2 mln zł, na które składają się cena zakupu towaru oraz utracone korzyści (marża, którą uzyskałby, gdyby towar do niego dotarł). W ten oto sposób, z powodu umyślnego działania kierowcy, odpowiedzialność firmy transportowej „wzrosła” z 200 tys. do prawie 2 mln zł.

Jedna kradzież – siedmiu pozwanych

Podczas pierwszego spotkania z prawnikiem, przedstawiciele firmy logistycznej spodziewali się, że jedynym podmiotem odpowiedzialnym za szkodę będzie spółka jawna, jako podmiot, który przyjął zlecenie przewozowe do realizacji. Po dokładnej analizie nie tylko przepisów transportowych, ale także Kodeksu Spółek Handlowych podjęto decyzję, aby w tym samym pozwie żądać zapłaty zarówno od spółki jawnej (firma działa do dnia dzisiejszego pod zmienioną formą prawną) jak i od wszystkich jej wspólników. W ten oto sposób, szanse firmy logistycznej, aby realnie odzyskać utracone pieniądze wzrosły znacząco, albowiem wszyscy wspólnicy spółki jawnej posiadali rozległe i wartościowe nieruchomości.

W celu maksymalnego zabezpieczenie roszczeń firmy logistycznej, która w ratach wypłaciła stosowne odszkodowania, wytoczono także pozew przeciwko ubezpieczycielowi, który odmówił wypłaty odszkodowania z polisy OCP powołując się na umyślne działanie pracownika.

Jedna kradzież – cztery postępowania sądowe

W trakcie postępowania kierowca … umiera

W związku z przyznaniem się do przestępstwa przez kierowcę, firma logistyczna przystąpiła do postępowania karnego, w którym prokuratura oskarżyła kierowcę (i trzech innych sprawców) o kradzież towaru o znacznej wartości. Sprawa trwała nieco ponad 4 lata. Niestety musiała zostać częściowo umorzona, albowiem kierowca zmarł w trakcie postępowania. Pozostali sprawcy zostali skazani, jednakże z powodu zgonu kierowcy, sąd karny nie wydał prawomocnego wyroku, określającego czy kierowca (pomimo, iż sam się przyznał w trakcie postępowania wyjaśniającego) rzeczywiście był winny zarzucanego mu czynu.

Postępowanie gospodarcze przeciwko spółce jawnej i wspólnikom zostało podzielone na dwie części. Pierwsze obejmowało roszczenie do kwoty wynikającej z art. 23 ust. 3, które nakładało na przewoźnika odpowiedzialność zapłaty, niezależnie od tego czy kierowca zostałby uznany winnym. Drugie postępowanie na kwotę ok. 1,6 mln zł było prowadzone znacznie dłużej, albowiem Sąd Okręgowy w Poznaniu, Wydział Gospodarczy, w związku ze zgonem kierowcy musiał sam ustalić, czy w tej sprawie doszło do złego zamiaru – co oczywiście zostało ustalone i potwierdzone w uzasadnieniu wyroku.

W obawie przed ewentualnymi problemami z wypłacalnością firmy transportowej i jej wspólników, złożony został także pozew przeciwko ubezpieczycielowi, który także został zobowiązany do wypłaty odszkodowania. Było to możliwe jedynie dzięki wnikliwej analizie ogólnych warunków ubezpieczenia (OWU), które zawierały lukę prawną, którą skrupulatnie wykryto na etapie sądowym. Niestety tuż po publikacji uzasadnienia w tej sprawie, zarząd towarzystwa ubezpieczeniowego podjął uchwałę zmieniającą OWU w tym zakresie, czym zabezpieczyli się przed ewentualnymi kolejnymi tego typu sprawami.

Po 6 latach procesów sądowych, nieoczekiwanych zmianach akcji oraz pojawiających się nowych okolicznościach, firma logistyczna odzyskała wszystkie zapłacone przez siebie pieniądze.

Z tej wielowątkowej sprawie wysnuć można wiele wniosków. Pierwszym z nich jest konieczność zachowania ograniczonego zaufania do pracowników i podwykonawców oraz konieczność wyboru jak najlepszego (a nie najtańszego) ubezpieczenia oraz długotrwałość postępowań sądowych. W tej sprawie zarówno firma logistyczna, transportowa jak i ubezpieczyciele mieli czas i pieniądze, aby prowadzić postępowania sądowe. Niestety w przypadku mniejszych firm transportowych, które w nieodpowiedny sposób kalkulują ceny swoich frachtów, przez co balansują na granicy opłacalności, bardzo często nie mają ani czasu, ani pieniędzy, aby odpowiednio bronić się w postępowaniu sądowym.

Niezwykle ważne jest, aby prawnik, który obsługuje tak wielowątkowe sprawy zwracał uwagę nie tylko na ogólny kształt sprawy, ale upatrywał też szans w każdym szczególe. Połączenie wieloletniego doświadczenia w prowadzeniu spraw odszkodowawczych wraz z najwyższą wiedzą daje szanse na wygranie nawet najtrudniejszej i najbardziej trudnej i żmudnej sprawy.

Artykuł ukazał się w czasopiśmie Transport Manager 3(39) czerwiec-lipiec 2019 str. 106-109.