Prawo

Rząd szykuje skargę do TSUE jeśli UE przyjmie przepisy eliminujące polskich przewoźników

18 stycznia 2019

Takie zapowiedzi padły z ust Andrzeja Adamczyka, ministra infrastruktury, w odpowiedzi na zarzuty posłów o fiasko w pracach nad nowymi unijnymi przepisami. Chodzi o kolejne przegrane, najpierw na forum Rady Unii Europejskiej. Tam pomimo negatywnego stanowiska Polski i ośmiu innych krajów (m.in. Irlandii, Bułgarii czy Belgii) ministrowie transportu pozostałych państw przegłosowali rozwiązania niekorzystne dla polskich przewoźników.

10 stycznia Komisja Transportu i Turystyki Parlamentu Europejskiego przyjęła jeszcze bardziej kontrowersyjne propozycje niemieckiego socjalisty Imaela Ertuga eliminujące polskich przewoźników z rynku poprzez odbieranie im licencji za zbyt dużą liczbę przewozów między państwami UE, kabotażowych czy dwustronnych.

Dyskusja na ten temat odbyła się 17 stycznia posiedzeniu sejmowej Komisji Infrastruktury na wniosek zasiadających w niej posłów. Nie zostawili oni suchej nitki na ministrze infrastruktury, którego obarczają winą za przegraną Polski w negocjacjach treści nowych przepisów.

– Przedstawiciele polskiego rządu zaprezentowali bardzo sztywne stanowisko w tych negocjacjach – tłumaczył Stanisław Żmijan, poseł PO–KO, przedstawiciel wnioskodawców, którzy wystąpili o wyjaśnienia do ministra.

Minister Adamczyk bronił się, przypominając, że pierwsze protekcjonistyczne działania Niemiec i Francji nastąpiły jeszcze na przełomie 2014 i 2015 r., gdy pojawiły się najpierw w Niemczech przepisy MiLoG, a następnie we Francji Loi Macron, mające na celu eliminację przedsiębiorców z zagranicy z tamtejszych rynków. Minister stwierdził, że polskie stanowisko nie mogło być inne ani w sprawie objęcia przepisami o delegowaniu części przewozów międzynarodowych, ani o obowiązkowych przerwach w kabotażu, możliwości odbierania przez kierowców odpoczynku tygodniowego w kabinie pojazdu.

– Uniemożliwiałoby to złożenie skargi na te przepisy do Trybunału Sprawiedliwości UE w razie ich przyjęcia – tłumaczył minister Adamczyk.

Z jego wypowiedzi wynika, że Ministerstwo Infrastruktury ma już przetarty szlak. 3 października 2018 r. do Luksemburga trafiła skarga polskiego rządu na niektóre przepisy o delegowaniu przewidujące objęcie tymi regułami kierowców w transporcie międzynarodowym.

Wszyscy zainteresowani, w tym przedstawiciele branży transportowej, którzy brali udział w sejmowej debacie, zgodzili się, że najlepszym scenariuszem będzie brak zakończenia prac nad zmianami w tej kadencji Parlamentu Europejskiego.

Jest to bardzo prawdopodobne, biorąc pod uwagę, że wybory nowego składu PE mają się odbyć już 26 maja tego roku. Nie jest to jednak pewne, gdyż z powodu zbliżających się wyborów pomysłodawcy niekorzystnych zmian dla polskich przewoźników przyspieszają nad nimi prace.

Jest więc co najmniej kilka scenariuszy na najbliższe miesiące. Pierwszy, negatywny, zakłada, że już na najbliższym posiedzeniu plenarnym PE przyjmie niekorzystne dla Polski rozwiązania. Inny zakłada, że gdyby udało się wstrzymać zmiany w tej kadencji, nowy PE może całkowicie z nich zrezygnować.

Źródło: www.rp.pl – Mateusz Rzemek