Bez „prundu” żadnej rewolucji 4.0. ani 5.0. nie będzie

Rozmowa z prof. Robertem Gwiazdowskim, przewodniczącym Rady Centrum im. Adama Smitha.

 

Na czym właściwie ma polegać zapowiadana, a może trwająca już rewolucja przemysłowa 4.0?

Rewolucja polega głównie na szybkości zachodzących przemian. Kiedyś był Wiek „konia” – i trwał kilka tysięcy lat.  Potem nastąpiła „Rewolucja 1.0” – choć nikt tak o tym nie mówił i nastał „Wiek pary” – tak około roku 1780. Po kolejnych stu latach (około roku 1880) nastąpiła „Rewolucja 2.0” i nastał „Wiek elektryczności”. Po kolejnych stu latach mieliśmy kolejną „Rewolucję” – tym razem 3.0. Około roku 1980 weszliśmy w „Wiek komputerów”. A teraz – już szybciej, bo po pięćdziesięciu latach – przeżywamy nową rewolucję i wchodzimy w „Wiek sztucznej inteligencji”. I tym razem już świadomie posługujemy się cyferką – „Rewolucja 4.0.”

Chyba więc wszystko wskazuje, że pod numerem 4.0 kryje się raczej rewolucja niż ewolucja.

Pojęcie „rewolucji” oznacza zmianę szybką i głęboką. Zmiany zachodzą rzeczywiście szybko. Ale czy to będzie taka sama rewolucja jak ta, gdy nastał wiek pary i elektryczności – nie ma pewności. Iphone skończył niedawno raptem 11 lat! Potentatem telekomunikacyjnym była wówczas Nokia!  Ale czy dyktowanie dziś głosem informacji, która zmienia się w tekst pisany jest aż taką rewolucją w stosunku do pisania sms-ów?

Jeżeli rewolucja 4.0 oznacza, że maszyny będą robiły maszyny i sterowały nimi, a więc nie trzeba będzie tak wielu jak dzisiaj ludzi do pracy to wielu sądzi, że koszty pracy w wycenie każdego produktu tak się zmniejszą, że nie trzeba będzie przerzucać produkcji tam, gdzie koszty pracy są bardzo małe. W rezultacie wielu prognostyków uważa, że produkcja może wrócić do Europy, czy innych regionów, w których pensje są wyższe. Czy Pan zgadza się z tym stwierdzeniem?

Tak. Ele nie tylko z powodu robotyki. Niskich pensji w Chinach – i w całej Azji – nie dałoby się utrzymywać w nieskończoność, nawet gdyby roboty nie zastępowały coraz częściej ludzi.

Jedna z firm doradczych ogłosiła prognozę, że na skutek rewolucji 4.0 do 2030 r. na świecie straci pracę 800 mln ludzi. Co Pan sądzi o tych przewidywaniach? Czy rzeczywiście kolejne rewolucje przemysłowe prowadziły do zmniejszania zatrudnienia?

Luddyści kiedyś przewidywali, że mechaniczne krosno pozbawi pracy włókniarki. A tymczasem liczba miejsc pracy w przemyśle tkackim, włókniarskim i odzieżowym się w Wielkiej Brytanii gwałtownie zwiększyła. Kanał Augustowski przez 15 lat budowało 7 tys. ludzi przy pomocy łopat. Jak pojawiła się koparka parowa pojawiły się obawy, że tysiące ludzi straci pracę. A Kanał Panamski budowało przy pomocy koparek 70 tys. ludzi przez lat 10. Problem leży gdzie indziej. Jakbyśmy dziś chcieli zbudować jakiś kanał podobny do augustowskiego to przez te 15 lat pewnie nie zgromadzilibyśmy wszystkich niezbędnych pozwoleń, decyzji, opinii urzędowych itd. – co pokazuje historia budowy autostrad.

Abstrahując od tych wszystkich „rewolucji” – stwierdził Pan kiedyś, że w niedalekiej przyszłości obecna „cywilizacja Atlantyku” zostanie zastąpiona przez „cywilizację Pacyfiku”. A ja sądzę, że to już zaczyna się dziać na podstawie tego, co obserwuję na różnych ciekawych wydarzeniach logistycznych, w których uczestniczę w różnych częściach świata, jak choćby ostatnio – w Hongkongu na konferencji „3PL Value Creation Summit 2018”. A może jeszcze dojdzie „cywilizacja Afryki Północnej”, bo „kapitał będzie podążał tam, gdzie są zasoby pracy”.

To nie ja stwierdziłem, tylko cytowałem Zbigniewa Brzezińskiego – doradcę prezydenta USA Jimi Cartera do spraw Bezpieczeństwa Narodowego. Rewolucja 4.0. sprawia że musiałem o tym przypomnieć bo informacje przelatują wkoło tak szybko, że wielu czytelników może o tym nie wiedzieć. A warto o tym pamiętać, zwłaszcza dlatego że ta przepowiednia „Zbiga” się ziściła. Chiny kiedyś przegrały rywalizację z Europą. Ich potęgą zachwiały europejskie odkrycia geograficzne. Doszło wówczas wśród chińskich elit do konfliktu między zwolennikami i przeciwnikami relacji gospodarczych z zagranicą. Górę wzięli zwolennicy izolacjonizmu, co pogłębiło różnice w tempie rozwoju między Chinami a Europą. Upadek potęgi Państwa Środka rozpoczął się wraz z pierwszą europejską rewolucją przemysłową. Europa modernizowała się, a Chiny pozostawały w izolacji od tego procesu. Skończyło się to dla nich tragiczne. Dlatego dziś starają się nie popełnić starych błędów.

A Afryka ma potencjał nie tylko ludzki, ale także surowcowy i energetyczny. A bez „prundu” żadnej rewolucji 4.0. ani 5.0. nie będzie.

Jakie znaczenie będzie miała dla polskiej logistyki i całej gospodarki idea Nowego Jedwabnego Szlaku?

Chiny rozpoczęły już implementację strategicznej wizji mającej na celu budowę nowego Jedwabnego Szlaku 2.0 – drogą lądową, morską i powietrzną – zmierzającego do Europy. Lądowy ma kończyć się gdzieś w Niemczech i Holandii, a morski w Pireusie, a może i Wenecji. Ale rozważane są również Ryga i Gdańsk. Jego północna nitka kolejowa ma dotrzeć do Łodzi, położonej w sercu Polski. Szlak ma objąć 60 proc. ludności świata i 30 proc. jego gospodarki. Spekuluje się, iż jego budowa zostanie zakończona około 2050 r. Jest to projekt, który – o ile się uda jego realizacja – na trwale zmieni świat. Bo to nie tylko kolej, drogi, mosty i porty. To także Internet! Na Nowym Jedwabnym Szlaku ma powstać coś w rodzaju globalnego „Allegro”. Zwiększy to rolę handlu internetowego. W Chinach w ten sposób zakupy robi już ponad 300 mln ludzi. To, co chce zrealizować Pekin światowe media nazywają „chińską wersją planu Marshalla”. W ramach tamtego planu Stany Zjednoczone wykorzystały po II wojnie światowej nowe rynki dla swoich zdolności produkcyjnych i uczyniły z dolara pieniądz światowy. Chiny chcą dziś powtórzyć to rozwiązanie. I teraz rodzi się pytanie – czy Świat ma się bać Chin – jak Chiny bały się Świata w XVI wieku, czy wręcz przeciwnie – Świat nie powinien powielić ówczesnych chińskich błędów?

Czy ustawa RODO jest w stanie zagrozić wielu polskim przedsiębiorstwom? Jak np. branża transportu-spedycji i logistyki powinna wpływać na rząd, żeby bronić się przed tymi zagrożeniami?

Podstawowe prawo Murphy’ego brzmi: „Jak coś może pójść źle, to na pewno pójdzie”. Z interpretacją RODO i jego implementacją na pewno może pójść źle… A więc… RODO jest przykładem legislacyjnego bełkotu, w którym lubują się niedouczeni prawnicy. Używam z całą odpowiedzialnością słowa „niedouczeni”, bo nie douczyli się historii prawa, prawa rzymskiego, psychologii, socjologii. Nie mają pojęcia, że rzymscy juryści mieli za zadanie w jak najprostszych słowach oddać istniejącą rzeczywistość i robią odwrotnie – przy pomocy słów skomplikowanych starają się kreować rzeczywistość. Psychologii nie mieli, ledwo który wie kim był Leon Petrażycki (zresztą edytor Word podkreśla to nazwisko nawet po polsku jako napisane błędnie) więc nie wiedzą jak i dlaczego adresaci norm prawnych reagują na te normy. Moim zdaniem istnieje poważne ryzyko, że na przedsiębiorców będą donosić ich sfrustrowani klienci, a nawet osoby trzecie, wśród których bezinteresownych frustratów nie brakuje co widać na różnych forach internetowych. Mogą na nich donosić konkurenci – ostatecznie człowiek z natury ma skłonność do złego i ocenia sytuację nie przez pryzmat własnych błędów tylko „nieuczciwości” innych, więc niech się urzędnicy nimi zajmą. No i wreszcie ci urzędnicy – jakby nie lubili mieć władzy nad innymi, nie zostawaliby urzędnikami. Skoro więc bełkotliwy język RODO pozwoli im na wydawanie różnych dyskrecjonalnych decyzji, to będą je wydawali.

Dziękuję za rozmowę.

Marek Loos