Na granicach marzeń

Rozmowa z Markiem Kamińskim, jedynym człowiekiem, który zdobył w jednym roku oba bieguny Ziemi i jako pierwszy przeszedł Pustynię Gibsona w Australii – jeden z najbardziej niegościnnych obszarów na Ziemi. Dokonał również trawersu Grenlandii. Jest przedsiębiorcą i odkrywcą. Ma własną firmę – Invena, która zajmuje się armaturą łazienkową i kuchenną, a także produktami z obszaru instalacji wodnych i gazowych.  Od 1996 r. prowadzi fundację swojego imienia, która pomaga chorym dzieciom i młodzieży w pokonywaniu barier i realizacji ich marzeń.

Czy upór w realizacji marzeń życiowych i pokonywaniu barier w drodze do życiowych biegunów pomaga w osiąganiu sukcesów w biznesie, które też są Twoim udziałem. Przecież jeszcze zanim stanąłeś na obu biegunach otrzymałeś tytuł Młodego Biznesmena Roku 1994 w polskiej edycji międzynarodowego konkursu World Young Business Achiever.

Od razu sprostuję, że stwierdzenie „prowadzisz firmę” jest określeniem trochę na wyrost. Owszem – założyłem tę firmę i rozwinąłem ją, ale od kilku lat jestem przewodniczącym rady nadzorczej spółki Invena, czyli nadzoruję ją i wyznaczam kierunki jej rozwoju, a prowadzeniem jej bezpośrednio zajmuje się zarząd.

Ale nie zawsze tak było. Kiedyś musiałeś godzić obowiązki managera i polarnika.

Prawda jest taka, że w momencie, w którym zdecydowałem się pójść na bieguny, musiałem zrezygnować z bezpośredniego zarządzania firmą. Nie można robić wszystkiego, bo wszystko będzie się robiło źle. Nie można być jedną nogą w firmie, a drugą na biegunie. To się wyklucza. Zawsze musisz zdawać sobie sprawę jaką rolę możesz pełnić w określonej rzeczywistości. Przedsiębiorcy często są przywiązani do swoich stołków. Twierdzą: „ja muszę coś robić, bo nikt inny nie zrobi tego lepiej ode mnie”. Tymczasem są na pewno takie obszary działalności biznesowej, w których nie jestem najlepszy i tam najprędzej mogę zostać zastąpiony osobami, które zrobią to lepiej niż ja.

Niektórzy wręcz obawiają się zatrudniania lepszych od siebie. O tym, że nie należy mieć takich obaw pisaliśmy niejednokrotnie na łamach transport managera, szczególnie w artykułach, znanego Tobie, Krzysztofa Sarneckiego.

Bardzo lubię pracować z lepszymi od siebie, bo uważam, że każdy właściciel firmy powinien zdawać sobie sprawę z własnych ograniczeń i gromadzić wokół siebie osoby, które na określonych polach nie mają tych ograniczeń. Na dodatek trzeba ich traktować jak partnerów. Te założenia i ich realizacja jest podstawą rozwoju firmy.

Przekroczenie tego progu mentalnego jest trudne, ale gdy tego dokonamy, mamy więcej czasu na realizację swoich pasji. W swoich prelekcjach mówisz o „docieraniu na krańce marzeń”. Ty dotarłeś na te krańce. Czy ta determinacja ze świata zainteresowań pomagała Ci w realizowaniu planów (a może marzeń) w świecie zawodowym?

Te granice tak naprawdę nie istnieją. One funkcjonują tylko w Twojej głowie. Sam sobie je wyznaczasz. Na przykład dla większości piętnastolatków nie możliwe wydaje się popłynięcie statkiem towarowym do Maroka, a ja to zrobiłem w okolicznościach  dużo trudniejszych niż dzisiejsze, bo w latach 70-tych. Potem były bieguny, Pustynia Gibsona itd. A teraz poprzez warsztaty i prelekcje uczymy innych w ramach mojej fundacji spełniać marzenia. Prowadzę warsztaty i szkolenia motywacyjne dla managerów z wielu firm.

W jednej ze swoich książek opisujesz co jest warunkiem równowagi i harmonii życiowej. Jest to jednoczesne funkcjonowanie w trzech światach (wymiarach): rodziny, pracy i zainteresowań. Jeżeli działamy w tych trzech wymiarach, niepowodzenie w jednym z nich, pozwala na ucieczkę do innego, co daje swoiste ukojenie. Życie tylko w jednym wymiarze, powoduje, że niepowodzenia, których w nim doznajemy, ciężej znieść, bardziej nas dotykają. Z drugiej strony powodzenia wprawiają z nadmiernie euforyczny stan.

Żyjąc jednowymiarowo łatwiej można dojść do wniosku, że życie jest bez sensu. Utrata pracy, której poświęcamy wszystko, zaniedbując inne płaszczyzny życia, jest swoistym końcem świata – totalną porażką. Ta trójwymiarowość jest więc ważna wręcz dla bezpieczeństwa życia. Ja dodaję do tego wymiar wiary w Boga, która ma dla mnie największe znaczenie. To bliskość Boga i wiara sprawiła, że mogłem dokonać takich wyczynów, jak zdobycie dwóch  biegunów.

Skąd się wzięła Twoja pasja zdobywcy ekstremalnie niedostępnych miejsc na Ziemi, odkrywcy, wędrowca.

Wędruję od ponad 35 lat. Pierwszą samodzielną podróż, z rodzimego Gdańska do Łodzi odbyłem, gdy miałem osiem lat. Odkąd pamiętam lubiłem poznawać świat. Jako dziecko uwielbiałem bawić się śniegiem, jeździć na sankach i nartach. Nawet kilka razy zdarzyło mi się wpaść do przerębla. Do dziś pamiętam to przeszywające zimno.

W liceum zapragnąłem wybrać się w dłuższą trasę – rejs frachtowcem do Danii i udało się. Rok później podobnym statkiem dopłynąłem do Maroka. To było pierwsze zetknięcie z zupełnie inną kulturą, religią, z innymi ludźmi i zwyczajami. Towarzyszyły temu ogromne emocje i zachłyśnięcie się różnorodnością świata. Od tego czasu wyprawy stały się ważną częścią mojego życia. Kolejne lata to nowe wyzwania – wyprawy do Meksyku i na Spitsbergen. Studia na Uniwersytecie Warszawskim. Założenie własnej firmy, która działa do dziś (Gama San, a obecnie Invena).

Podczas wyprawy na Antarktydę z Wojtkiem Moskalem w 1993 r. zaczęliśmy myśleć o zdobyciu bieguna północnego. Wcześniej nie dotarł tam żaden Polak. Pomyśleliśmy, że możemy to zrobić, że przecież nie ma rzeczy niemożliwych. Potem były długie miesiące planowania, zbierania funduszy, przygotowań.

Wyruszyliśmy wiosną 1995 r. Po 72 dniach wyczerpującego marszu, osiągnęliśmy nasz cel. Kilka miesięcy później dotarłem samotnie na biegun południowy. Zostałem pierwszą osobą, która zdobyła oba krańce Ziemi w jednym roku. To było spełnienie marzeń, ale nie zwieńczenie moich podróży. Wciąż pojawiają się kolejne wyzwania, pomysły, wartościowe rzeczy, którymi chcę się zająć.

Brałem udział w rejsie dookoła Atlantyku. Dotarłem i zbadałem źródła Amazonki. Przeszedłem pustynię Gibsona. Próbowałem dokonać trawersu Antarktydy. Nie powiodło się, ale to również było cenne doświadczenie. Lubię uczyć się nowych rzeczy, przeżywać kolejne przygody. Uważam, że stawianie sobie kolejnych celów w życiu jest bardzo ważne.

Swoją wiedzą i doświadczeniem zdobytymi podczas wypraw chcę się dzielić z innymi. W 1996 r. założyłem Fundację Marka Kamińskiego. Jej zadaniem jest m.in. pomoc osobom potrzebującym i niepełnosprawnym oraz tworzenie programów edukacyjnych. Dzięki Fundacji poznałem Janka Melę, niepełnosprawnego chłopca z Malborka, który chciał dotrzeć na biegun.

Zorganizowaliśmy wspólną wyprawę. To było duże wyzwanie, ogromna odpowiedzialność i wielki sukces. Janek został pierwszą niepełnosprawną osobą na świecie, która zdobyła oba bieguny Ziemi.

Co robisz na co dzień – pomiędzy wyprawami?

Na co dzień zajmuję się pracą w Fundacji, wykładami, piszę książki, prowadzę wyprawy w różne części świata. Należę również do kilku organizacji, m.in.: Polskiej Rady Biznesu AA, Związku Literatów Polskich, Komitetu Badań Polarnych Polskiej Akademii Nauk (członek honorowy) oraz Sopockiego Klubu Żeglarskiego.

Mam rodzinę, żonę i dwójkę dzieci – Pole i Kaya. Każdego dnia rano piję zieloną herbatę gdzieś niedaleko plaży, a potem spaceruję wzdłuż morza.

Staram się również znaleźć trochę wolnego czasu na moje sportowe hobby. Poza tym, uwielbiam czytać książki, ponieważ dają mi one wewnętrzny spokój i możliwość naładowania życiowych baterii.

Koordynuję również organizacją letnich Obozów Zdobywców Biegunów dla młodzieży w górach i nad morzem. Głównym celem Obozów jest nauka i inspiracja do realizacji marzeń. Przygotowuję też Kongres Inspiracji ,,Discover The World & Yourself”, który odbędzie się 31 maja w Centrum Konferencyjnym Stadionu Legii Warszawa. W Kongresie wezmą udział niezwykli goście (m.in. Małgorzata Wojtaczka-pierwsza Polka na Biegunie, czy Andrzej Bargiel – urodzony zdobywca). Więcej informacji na temat wydarzeń można znaleźć na mojej stronie www.marekkaminski.com.

Każda z Twoich wielkich wypraw to potężne przedsięwzięcie logistyczne.

Oczywiście. Logistyka towarzyszy mi zarówno w firmie produkcyjnej i handlującej armaturą, jak i w każdej z wypraw. Znajomość logistyki pomaga w ich organizowaniu. Dostarczamy naszym klientom armaturę łazienkową nie tylko naszej produkcji, ale również naszych partnerów z różnych rejonów świata. Towar trzeba dostarczyć na czas, w idealnym stanie i jak najtaniej. Ekwipunek wyprawowy trzeba też dostarczyć na miejsce, w którym rozpoczyna się przygoda. Szczególnie trudne jest przewiezienie sprzętu do tak odległych i niedostępnych rejonów świata jak Antarktyda. Trzeba wcześniej zaplanować parametry sprzętu. Podobnie i w życiu codziennym – trzeba się przemieszczać oraz przesyłać i odbierać towary. Logistyka jest więc konieczna we wszystkich światach, w których powinien funkcjonować człowiek, o czym mówiliśmy wcześniej.

Co jest najtrudniejsze podczas wyprawy na biegun?

Najtrudniejszy nie jest sam marsz, ale to wszystko co się dzieje przed nim. Ta proporcja przypomina górę lodową. Sam marsz to ta jej część, która wystaje nad wodę. Najważniejsza część – sześć siódmych – jest zanurzona, a nazywa się planowanie. Jego elementami są wizualizacja, mapa drogi, doświadczenie, wyznaczenie punktów krytycznych projektu.

Czy to oznacza, że Twoim zdaniem wszystko można zaplanować? Przecież rejony biegunów to bardzo zmienne, a wręcz chaotyczne środowisko, chociażby pod względem pogody.

Oczywiście – ważne jest także to co się dzieje podczas samej wyprawy, nie wszystko bowiem można zaplanować, szczególnie jeżeli ma się do czynienia z żywiołami. W trakcie wyprawy ważne są takie cechy jak odwaga i wytrzymałość, choć tę drugą również można nabyć podczas przygotowań.

Co jest największym zagrożeniem podczas wyprawy polarnej?

Jest wiele zagrożeń: lawiny, szczeliny, niedźwiedzie polarne, wpadnięcie do wody w temperaturze minus 30 stopni Celsjusza, zjawiska atmosferyczne i inne, ale największe zagrożenie kryje się w samym tobie, a szczególnie chodzi o strach. Jeżeli masz doświadczenie, to w 90 proc. trudnych sytuacji, które spotykają cię podczas wyprawy, potrafisz sobie poradzić. Jeżeli nie masz tego doświadczenia to możesz zginąć, więc warto uczyć się od najlepszych i zaczynać w miarę wcześnie. Dlatego, aby podzielić się doświadczeniem, organizuję Obozy Zdobywców Biegunów i Kongres Inspiracji ,,Discover The World & Yourself’’, które uczą m.in. w jaki sposób realizować marzenia, pokonywać kryzysy i znaleźć motywację do zmiany swojego życia.

Jesteś dla mnie przykładem człowieka, który podróżowanie – jako działalność dość egoistyczną – przemienił w narzędzie pomagania innym. Przykładem jest niepełnosprawny Jan Mela, który dzięki Tobie przekroczył swoje marzenia, bo któż z niepełnosprawnych mógłby sobie wymarzyć, żeby stanąć na dwóch biegunach Ziemi.

Zawsze pomaganie innym było dla mnie bardzo ważne. Będąc dzieckiem zbierałem butelki, żeby po oddaniu ich do punktu skupu, móc kupić prezenty najbliższym. Zaczynając organizowanie wypraw nie myślałem od razu, że dzięki nim będę pomagał innym. Chciałem zrealizować swoje marzenia, żeby być szczęśliwym, ale żeby uszczęśliwiać innych trzeba najpierw samemu być szczęśliwym.

Jakie są Twoje plany związane z realizacją Twoich marzeń?

Aktualnie skupiam się na tym, aby dzielić się swoim doświadczeniem poprzez organizację Obozów Zdobywców Biegunów, Kongres Inspiracji ,,Discover The World & Yourself’’ oraz program ,,Life +’’. Jeśli chodzi o wyprawy, to kręcę film ,,10 dni z Dekalogiem w Izraelu’’ i ,,No Traces Expedition’’, czyli wyprawa dookoła świata elektrycznym samochodem, napędzanym głownie energią słoneczną, która nie zostawia żadnych śladów w naturze. Podobnie jak podczas mojej wyprawy na bieguny, gdzie jedynym śladem, który zostawiłem, był ten na śniegu.

Wydałem właśnie książkę pt. ,, Iść własną drogą’’. Książka opowiada o mojej najważniejszej podróży do samego siebie, która wiodła się przez wiele nieznanych lądów. Opisana w niej droga prowadzi poza sukcesy i osiągnięcia, do poznania tego, co w życiu najważniejsze. Jest w pewnym stopniu opisem moich wewnętrznych zmagań i odkryć. Uświadamia, że czasem trzeba przejść daleką drogę, żeby dojść do samego siebie.

Podczas swoich prelekcji mówisz często, że w trakcie wyprawy najważniejsze są trzy sprawy: akceptacja, wdzięczność i uwaga. Czym są dla Ciebie te pojęcia. Jak podtrzymuje Cię na duchu ich realizacja.

Do wniosku, że te pojęcia są bardzo ważne, doszedłem idąc szlakiem jakubowym – Camino de Compostella. Akceptacja tego co przynosi życie. Nie warto z tym walczyć. Należy to zaakceptować, co nie oznacza, że trzeba być biernym. Jak już mówiłem – marzenia trzeba realizować. Trzeba jednak wiedzieć, że życie nie składa się z samych sukcesów, ale również z porażek. Chodzi o akceptację i sukcesów i porażek.

Wdzięczność za to, że w ogóle żyjemy, że mogłoby nas przecież nie być, lub że mogliśmy je wielokrotnie stracić. Sądzę, że każdy może takie momenty – bliskie utraty życia – przytoczyć. Zawsze chcemy czegoś więcej zapominając o tym, że należy dziękować za to co mamy.

Uważność- czyli bycie tu i teraz. Nie w przeszłości ani w przyszłości, nie bycie kimś innym ale sobą. Również umiejętność wychwytywania sygnałów, które do nas docierają. Kluczem do ich zrozumienia jest intuicja, która uwrażliwia nas na to, co mówią drobne z pozoru fakty.

Dziękuję za rozmowę

Marek Loos