Macron rozmawia o płacy minimalnej, ale nie z Polską i Węgrami

Emmanuel Macron chce zaostrzyć przepisy dla pracowników delegowanych. W tym celu przebywa aktualnie w podróży po krajach Europy Środkowej i Wschodniej, w których gospodarki mają najbardziej uderzyć forsowane przez niego propozycje zmian. Mimo, że w największym stopniu sprawa dotyczy Polska (największa liczba pracowników delegowanych to Polacy) Macron w swojej podróży omija Polskę i Węgry.

Warszawy i Budapesztu nie ma na liście państw, które w najbliższych dniach odwiedzi prezydent Francji. Tym razem Macron – jako głowa państwa – nie skupia się na jednoczeniu. Celem jego podróży nie jest robienie ze wschodnich Europejczyków zagorzałych fanów Unii Europejskiej. A zatem żadnych historycznych aspektów, żadnego sporu z Orbanem, żadnej krótkiej wizyty u Szydło. Prezydent szuka najzwyczajniej kontaktu z tymi państwami Europy Wschodniej, które mają „ochotę na UE i jej pogłębienie” – poinformował Pałac Elizejski.

Emmanuel Macron chce we Francji zaostrzyć przepisy dla zagranicznych pracowników. Cudzoziemcy z krajów UE mieliby być zatrudniani na tych samych warunkach, co Francuzi. Obowiązywałyby ich także te same płace ustalone w umowach zbiorowych, a nie płaca minimalna.

Inną ważną dla Pałacu Elizejskiego zmianą jest okres delegowania. Teraz pracownik delegowany musi po 36 miesiącach wrócić do kraju, z którego został wysłany. Bruksela chce skrócić ten okres do 24 miesięcy, ale Macronowi i to nie wystarcza. Postuluje ograniczenie delegowania do roku.

Macron jest aktualnie w podróży po Czechach, Słowacji, Rumunii i Bułgarii. – Francja przedstawiła propozycje, które idą za daleko – powiedziała w czerwcu 2017 r. czeska minister pracy Michaela Marksová, a parlamenty 10 krajów Europy Środkowo-Wschodniej poskarżyły się w ubiegłym roku Komisji Europejskiej.

Dla Emmanuela Macrona spór o unijną dyrektywę o pracownikach delegowanych to pierwszy test, który pokaże, ile władzy politycznej przyznają mu Europejczycy. I czy mądrą strategią jest prowokowanie wschodnich krajów UE oraz pomijanie krajów takich jak Polska. To właśnie z Polski pochodzi prawie pół miliona pracowników delegowanych – najwięcej w Europie.

Źródło: Deutsche Welle